Wąsatka - bursztynowa piękność

Wąsatka - bursztynowa piękność

Wąsatka to mały ptaszek w kolorze bursztynu, uwijający się w niewielkich stadkach lub parach miedzy gęstymi łodygami trzcin. Budowa ptaka, którego natura wyposażyła w nieproporcjonalnie małej rozpiętości skrzydełka, pozwala mu łatwo i zgrabnie przemykać w buszu trzcinowisk. Samiec wąsatki może pochwalić się pięknymi „wąsami” co z pewnością ma związek z nazwą tego ptaka. Jego kolorystyka i niewielkie rozmiary powodują, że idealnie wpasowuje się w kolorystykę trzcinowisk i jest bardzo trudno wypatrzyć go w tym gąszczu i jeszcze trudniej zrobić udane fotki na czystym tle. W Polsce występuje bardzo nielicznie i prowadzi skryty tryb życia.

Uroda tych ptaków, ich miejsce przebywania i żerowania powoduje, że są obiektem westchnień i wysiłków wielu fotografów przyrody, pragnących mieć udane fotki tych ptaków w swojej kolekcji. Ze mną nie było inaczej. Też postanowiłem sobie dołożyć trudu i zabiegów, aby zlokalizować potencjalne miejsca przebywania wąsatek, ich żerowania i spróbować szczęścia. W mojej okolicy jest wiele miejsc przynajmniej teoretycznie nadających się na siedliska tych bursztynowych malców. Jezioro Drużno, otoczone w wielu miejscach szerokim pasem trzcin to prawie pewniak na liście potencjalnych środowisk wąsatki. Rezerwat przyrody Ujście Nogatu oraz obrzeża Zalewu Wiślanego to tereny mające całe hektary trzcin przylegających do wody. Wiele z tych trzcinowisk w okresie letnim jest praktycznie niedostępnych lub bardzo trudno dostępnych ze względu na podmokły i bagnisty teren. Łatwiej jest w zimę, gdy mróz ścina wodę a odpowiednio gruby lód pozwala na bezpieczne poruszanie się w gąszczu trzcin. Trzcinowisk i możliwości przebywania ptaków jest wiele a samych wąsatek bardzo mało. Stąd trzeba się bardzo natrudzić i poświęcić wiele godzin na poszukiwania a przy tym mieć dużo szczęścia, aby spotkać te piękne i skryte ptaki.

Poszukiwania wąsatek zajęło mi kilka lat ( oczywiście nie cały czas), kiedy w końcu zimą, udało mi się spotkać nad Zalewem Wiślanym żerujące stadko ptaków i to całkiem przypadkowo. W zimę ptaki żywią się nasionami trzcin i praktycznie jest to jedyne miejsce, gdzie można je spotkać. Nad Zalew pojechałem ponieważ miałem informację od kolegi ( jeszcze większego pasjonata ptaków niż ja), że właśnie tam pojawiły się śnieguły. Są to ptaki wielkości wróbla, przylatujące do nas z dalekiej północy, aby przezimować i wczesną wiosną wrócić w swoje strony. Śnieguł nie było, ale okazało się, że w pobliżu na przybrzeżnych trzcinach żeruje stadko około dwudziestu wąsatek.

To była wymarzona okazja, aby rozpocząć sesję fotograficzną. Ustawiłem statyw na skraju trzcin i rozpocząłem fotograficzną zabawę. Warunki nie były najgorsze, rozproszone światło dawało szansę na udane zdjęcia. Problem stwarzały same wąsatki, które uwijały się w głębi trzcin, wciąż zmieniając pozycje i przelatując z miejsca na miejsce. Kilka godzin prób fotografowania tego dnia przyniosło jednak taki efekt, że spośród kilku setek zdjęć, udało się wybrać kilkanaście z pełnym wizerunkiem samca lub samiczki. To spotkanie było tak niespodziewane i cenne, że następnego dnia postanowiłem wrócić w to samo miejsce i próbować dalej.

Kolejny dzień to była niedziela. Rano, cały teren spowijała gęsta mgła. Ptaków nie było widać, ale słychać było ich ciche, dźwięczne głosy kontaktowe. Oznaczało to, że wąsatki nie odleciały i jest szansa powtórzyć sesję. Po dwóch godzinach mgła opadła i można było rozpocząć próby fotografowania. Ptaki przebywały w głębi trzcin, ale co jakiś czas, na krótką chwilę pojawiły się na skraju trzcinowiska. Siadały zwykle nisko nad ziemią, aby zaraz potem wdrapywać się po trzcinie w górę. Robiły to szybko i zwinnie. W miarę przemieszczania się ptaka trzcina zmieniała swoje położenie pochylając się coraz bardziej do poziomu. Dodatkowo wiatr robił swoje co powodowało, że wszystko było w ciągłym ruchu. Znowu zrobiłem wiele fotek ale może tylko kilka lub kilkanaście ujęć wyszło naprawdę dobrych.

Dotychczas była to moja najlepsza sesja foto z wąsatkami, ale pewnie nie ostatnia. Kończąca się zima była wyjątkowo łagodna i nie powinna spowodować strat w populacji tych ptaków. Jest zatem szansa, że wąsatek w mojej okolicy będzie więcej i w przyszłości uda się kolejne spotkanie, a do kolekcji przybędzie kilka kolejnych udanych zdjęć. Te małe ptaszki mają w sobie coś magicznego, a ich uroda, szczególne samców, jest niepowtarzalna. Warte są trudu i cierpliwości włożonych w ich poszukiwanie i fotografowanie. 


Drukuj